[MI] Okręty podwodne projektu 949/949A

Dział archiwalny
Locked
User avatar
nospheratu
Posts: 517
Joined: 26 Feb 2010, o 13:27
Gadu-Gadu: 879787

[MI] Okręty podwodne projektu 949/949A

Post by nospheratu »

Rosyjskie uderzeniowe okręty podwodne projektów 949/949A


Jednym z najgłośniejszych wydarzeń tego 2000 roku, mających tak wydźwięk techniczny, jak i polityczny, a jednocześnie bardzo szeroko relacjonowanych przez media, było zatonięcie wraz z całą załogą rosyjskiego okrętu podwodnego K-141 Kursk. Choć sprawa była niezwykle obszernie komentowana, stosunkowo niewiele wiarygodnych informacji powiedziano o samym okręcie, szczegółach jego konstrukcji, uzbrojeniu, wyposażeniu, wreszcie zadaniach jakie miał realizować. Kwestie te, jak sądzę, są z kolei szczególnie interesujące dla naszych Czytelników - stąd niniejsza publikacja, powstała po dość głębokiej analizie dostępnych źródeł informacji, tak rosyjskich, jak i zachodnich, o okrętach projektu 949 i 949A, do których należał Kursk. Trzeba jednak wyraźnie stwierdzić, że w wielu punktach były one bardzo fragmentaryczne, a często wręcz sprzeczne, tak więc nie mogę wykluczyć, że i do niniejszego materiału wkraść mogły się nieścisłości, wszak dotyczy on jednego z najnowszych typów jednostek, zawsze otoczonej ścisłą tajemnicą, rosyjskiej floty podwodnej.

Cel: lotniskowiec


Przez kilka powojennych dziesięcioleci, okres który przeszedł do historii jako Zimna Wojna, zwalczanie nieprzyjacielskich lotniskowców było jednym z głównych zadań Wojenno-Morskowo Fłota (WMF) ZSRS. Lotniskowce stały się tuż po II wojnie światowej głównym wyznacznikiem potęgi morskiej państwa, najbardziej uniwersalną klasą okrętów, zdolną do realizacji bardzo różnorodnych typów zadań. Lotnictwo pokładowe mogło wykonywać ataki na cele naziemne, w tym operacje wsparcia desantu, zwalczać jednostki nawodne i podwodne przeciwnika, zapewniać osłonę własnych zespołów floty przed atakami lotnictwa przeciwnika, a także dostarczać informacji o sytuacji na morzu i w powietrzu w promieniu wieluset mil od zespołu bojowego. Posiadanie lotniskowców umożliwiło Stanom Zjednoczonym prowadzenie połączonych operacji wojskowych w każdym zakątku świata, a więc także globalnej polityki. Związek Sowiecki, będący mocarstwem typowo lądowym nie mógł o tym nawet marzyć. Sytuacja ta uległa dalszemu zaostrzeniu w latach 50., po wprowadzeniu do uzbrojenia samolotów pokładowych taktycznej broni jądrowej. Teraz lotniskowce, obok ciężkich bombowców, stały się podstawą strategii Zmasowanego Odwetu, zakładającej szybkie rozstrzygnięcie konfliktu z ZSRS za pomocą broni jądrowej, zanim jeszcze dojdzie do użycia na szerszą skalę wojsk lądowych.

Na dodatek Amerykanie w drugiej połowie lat 50. zaczęli realizować plany stworzenia atomowej floty, zdolnej do długotrwałych działań w dowolnym zakątku Światowego Oceanu. Kluczowe znaczenie przywiązywano w nich do atomowych superlotniskowców, zdolnych do bazowania 100 samolotów. Te właśnie okręty stanowić miały trzon zespołów uderzeniowych floty, a w ich ramach jednymi z głównych, oprócz bombowców i znajdujących się wówczas jeszcze w powijakach rakiet bazowania lądowego i morskiego, strategicznych nosicieli broni jądrowej USA. Własne lotnictwo myśliwskie mogło zapewnić im niezwykle skuteczną samoobronę, a także stanowić eskortę nosicieli broni jądrowej w ich misjach bojowych. W skład grupy bojowej miały wchodzić także atomowe okręty eskortowe, co zapewniałoby zespołowi floty nieograniczony zasięg i niespotykane prędkości marszowe.

Stępkę pod pierwszy lotniskowiec atomowy - USS Enterprise - położono w 1958 r., a w planach była budowa kilku k91ejnych oraz kontynuacja budowy, niewiele im ustępujących, konwencjonalnych. Na pokładach atomowych kolosów bazować miały myśliwce F-3H Demon oraz F-4 Phantom II, działające o każdej porze doby i w każdych warunkach atmosferycznych, uzbrojone w rakiety kierowane Sparrow, a naprowadzanie ich na cel zapewnić miały samoloty wczesnego ostrzegania E-2A Hawkeye. Na bliższej rubieży lotniskowców strzegły przeciwlotnicze rakiety kierowane Talos, Terrier i Tartar okrętów eskorty. Tak zbudowana obrona powietrzna zapewniała kontrolę przestrzeni powietrznej w promieniu ponad 500 km od okrętu, a zwalczanie celów w promieniu rzędu 300 km. Czyniło to atak lotniczy na lotniskowcową grupę uderzeniową czynnością niemal samobójczą.

Zadanie walki z nowymi okrętami i ich eskortą postanowiono powierzyć przede wszystkim lotnictwu morskiemu, wyposażonemu od końca lat 50. w odrzutowe bombowce z rakietami kierowanymi, które zdolne były przedrzeć się przez obronę zespołu, oraz atomowym okrętom podwodnym - torpedowym (proj. 627 A) i wyposażonym w rakiety skrzydlate (proj. 675). Te ostatnie miały tę przewagę nad torpedowymi, że mogły atakować cel odległy o kilkaset kilometrów, jeśli zaś chodzi o lotnictwo, górowały nad nim zasięgiem, umożliwiającym przeprowadzenie ataku w bezpośredniej bliskości amerykańskich baz, oraz - początkowo - mniejszą wrażliwością na oddziaływanie OP przeciwnika.

Pierwszy atomowy okręt podwodny uzbrojony w rakiety przeciwokrętowe projektu 675 (ozn. zach. Echo-II) wszedł do służby w 1963 r. Uzbrojony był w osiem 5-tonowych rakiet P-6 (4K88) o zasięgu maksymalnym sięgającym 500 km i prędkości rzędu Mach 1,3, napędzanych silnikiem turboodrzutowym. Rakieta mogła przenosić głowicę konwencjonalną o masie 1000 kg lub jądrową. Rakiety odpalane mogły być tylko gdy jednostka znajdowała się na powierzchni, a informacje o celach uzyskiwano za pośrednictwem własnych środków rozpoznania radiolokacyjnego (system Argument), później także morskich samolotów rozpoznawczych Tu-16RC i Tu-95RC (system Uspiech). Choć zasięg rakiet zapewniał rażenie celów spoza strefy kontrolowanej przez stacje radiolokacyjne i hydrolokacyjne zespołu, miały one wiele ograniczeń. Głównym była konieczność ich odpalenia z położenia nawodnego. Cały cykl przygotowań przedstartowych i faza kontrolowanego lotu pocisku trwać mogła przy maksymalnej odległości strzelania nawet 40 minut (minimalny czas od wynurzenia do odpalenia wynosił ok.20 minut), w czasie których okręt musiał przebywać na powierzchni. W razie alarmowego zanurzenia nosiciela rakieta mogła przejść na autonomiczny układ naprowadzania, ale wobec braku korekcji na marszowym odcinku lotu i małego kąta widzenia radaru głowicy samonaprowadzania pocisku, prawdopodobieństwo wykrycia znacznie spadało. Minimalna odległość od zwalczanego celu mogła wynosić ok. 100 km, ale biorąc pod uwagę czas przygotowań przedstartowych, akcja taka zakończyć mogła się tragicznie dla nosiciela. Sowieccy admirałowie liczyli się więc z poważnymi stratami podczas ewentualnego konfliktu - stąd szacunek, że pewność zniszczenia zespołu floty dać może dopiero akcja trzech okrętów, dysponujących łącznie 24 rakietami. Wychodząc z tego założenia określono także długość serii jednostek proj. 675 - 30 jednostek (ostatecznie powstało ich do 1968 r. 29), a więc mniej więcej po trzy na każdy lotniskowiec floty US Navy.

Równolegle z okrętami projektu 675 w rakiety P-6 uzbrojono 16 konwencjonalnych okrętów podwodnych proj. 651 (ozn. zach. Julliet), które uzupełniały atomowe nosiciele rakiet we Flotach Północnej i Oceanu Spokojnego, a kilka weszło w skład Floty Czarnomorskiej z przeznaczeniem do działań na Morzu Śródziemnym, okresowo wchodziły też w skład Floty Bałtyckiej.

Okręty projektów 675 i 651 były ostatnimi sowieckimi uderzeniowymi okrętami podwodnymi odpalającymi pociski rakietowe w położeniu nawodnym, dalszy rozwój tego typu jednostek uznano za niecelowy, ich uzbrojenie szybko się zestarzało wobec zastosowania u potencjalnego przeciwnika coraz skuteczniejszych lotniczych i rakietowych systemów przeciwrakietowych. Także duży i powolny samolot, jako podstawa systemu wskazywania celów kompleksu rozpoznawczo-uderzeniowego, mógł znaleźć się w strefie kontrolowanej przez myśliwce przechwytujące Phantom II, a potem Tomcat startujące lotniskowca. Mimo to, w połowie lat 70. zadecydowano o przezbrojeniu części jednostek projektu 675 i 651 w nowy system rakietowy P-500 Bazalt. Stanowił on kolejny etap rozwoju P-5/P-6, stąd bez większych problemów można było w niego przezbroić starsze okręty . Bazalt miał znacznie precyzyjniejszy system samonaprowadzania, integralne systemy zakłócające, a towarzyszył mu okrętowy system kierowania Argon-K, który dane o celach przyjmować mógł z rozpoznania satelitarnego (system Kasatka-B). Zwiększyła się też prędkość lotu rakiety - do Mach 2.0, co skracało okres przebywania nosiciela na powierzchni. Pierwszy przebudowany okręt projektu 675, oznaczony teraz 675MK wszedł do służby w 1975 r, w tym też roku P-500 został przyjęty do uzbrojenia. System Argon umożliwiał jednoczesną kontrolę nad 8 pociskami, tak więc wszystkie pociski mogły być odpalone w jednej salwie.

Do standardu 675MK przebudowano w latach 1974-80 dziewięć okrętów projektu 675, zaś jeden do standardu 675MU, kilka - nadal uzbrojonych w kompleks P-6 - otrzymało aparaturę umożliwiającą transmisję danych z systemu Uspiech, zaś w latach 1981-90 cztery jednostki (proj. 675MKW) przezbrojono w kompleks P-IOOO Wulkan, analogiczny do Bazalta, ale cechujący się większym zasięgiem - do 700 km.

Mimo znacznej przewagi systemu Bazalt nad P-6, jego podstawową wadą pozostał nawodny start, narażający nosiciel na wykrycie i zniszczenie ze względu na niezbędny kilkunastominutowy okres przebywania na powierzchni, a także limitujący użycie rakiet tylko do sprzyjających warunków hydrometeorologicznych (stan morza 4-5°). Rozszerzenie rubieży kontrolowanej przez lotnictwo pokładowe sprawiło, że nawet strzelając na maksymalny zasięg pocisków okręt proj. 675 mógł zostać zaatakowany z powietrza. Niemniej systemy rakietowe z nawodnym startem utrzymywane były kilkanaście lat w I linii, mimo wprowadzenia pocisków rakietowych ze startem podwodnym, ze względu na uzyskiwane przez nie kilkukrotnie większe zasięgi i dużą skuteczność stosunkowo ciężkich głowic konwencjonalnych (do wyeliminowania lotniskowca mogły wystarczyć 3 pociski). Zdeklasowane zostały dopiero w połowie lat 80., po wprowadzeniu okrętów proj. 949/949A wyposażonych w system Granit.

Wstępne prace nad pociskiem wystrzeliwanym spod wody podjęto w 1958 r., a pierwszych próbnych odpaleń dokonano w latach 1961-62. System P-70 Ametyst wprowadzono do uzbrojenia w 1968 r. Sama rakieta miała masę poniżej 4 ton, stosunkowo niewielki zasięg 80 km (zasięg skuteczny 55-60 km) i uzyskiwała prędkość rzędu Ma=0.9. Pocisk miał całkowicie autonomiczny układ naprowadzania złożony z układu inercyjnego do którego przed startem wprowadzano przybliżone dane o położeniu celu, aktywnej głowicy radiolokacyjnej oraz analogowego komputera. Okręt lokalizował cel za pomocą urządzeń hydrolokacyjnych i wypracowywał dane do strzelania, po otrzymaniu informacji na przykład z samolotu rozpoznawczego. Rakieta wyposażona była w głowicę o masie 500 kg z ładunkiem kumulacyjno-burzącym lub jądrową.

Nosicielami Ametysta były atomowe okręty podwodne projektu 670 Skat (ozn. zach. Charlie-I, II jednostek w latach 1967-73, po 8 wyrzutni) oraz pojedynczy okręt projektu 661 Anczar (ozn. zach. Papa, w służbie od 1969 r., 10 wyrzutni).

Ametyst, jako pierwszy system tej kategorii w MW ZSRS nie był pozbawiony wad, przede wszystkim zwracano uwagę na jego mały zasięg, będący znacznym krokiem wstecz wobec P-6, a także niewielką rozdzielczość pokładowego radaru rakiety , a co za tym idzie małą zdolność identyfikacji i klasyfikacji celów i podatność na zakłócenia aktywne oraz długi czas przygotowań przedstartowych. Dlatego druga seria okrętów projektu 670- 670M (Skat-M) miała otrzymać nowe pociski rakietowe. Już w 1963 r. rozpoczęto prace nad nowym pociskiem - P-120 Malachit. Miał się on charakteryzować większym zasięgiem, bardziej precyzyjnym układem kierowania opartym na technice cyfrowej oraz możliwością startu z wynurzonego okrętu. Pociski miały zasięg 120 km jeśli leciały z prędkością okołodźwiękową i ok.60- 70 km przy maksymalnej prędkości lotu wynoszącej Ma=1,2. Pocisk w pierwszej fazie lotu kierowany był systemem inercyjnym, w odległości ok.20 km od celu włączał się kombinowany układ samonaprowadzania pocisku składający się z radiolokatora i czujników termicznych.

Malachita opracowywano w wersjach dla okrętów nawodnych i podwodnych. Pierwsze próby pocisku przeprowadzono na jesieni 1968 r., a w 1972 r. wprowadzono do uzbrojenia jego wariant dla okrętów nawodnych, wariant dla OP spełnił wszystkie wymagania dopiero w 1977 r. i wtedy oficjalnie przyjęto go do uzbrojenia okrętów proj. 670M. Budowę ich rozpoczęto w 1971 r., a do 1982 r. zbudowano 6 okrętów.

W drugiej połowie lat 70. doszło do poważnego wzmocnienia ochrony amerykańskich lotniskowcowych grup uderzeniowych - do służby weszły niszczyciele typu Spruance, których jednym z głównych zadań było zwalczanie okrętów podwodnych wroga. Włączono także do osłony "myśliwskie" atomowe okręty podwodne typu Los Angeles, których jednym z głównych zadań było zwalczanie "sześćsetsiedemdziesiątek". Cały ten kompleks przedsięwzięć stawiał pod znakiem zapytania skuteczność działania okrętów uzbrojonych w Ametysty i Malachity . Rubież ich odpalenia była zbliżona do zasięgu systemów hydrolokacyjnych Spruance'ów, a śmigłowce systemu LAMPS mogły je zniszczyć za pomocą kierowanych torped. Konieczne były nowe okręty i nowe rakiety.

Granit i Antiej


Skokowy rozwój zachodnich środków zwalczania okrętów podwodnych, zapoczątkowany w latach 60. i kontynuowany w 70. spowodował że działania jednostek atomowych projektów 670 i 670M z rakietami startującymi spod wody o zasięgu taktycznym stały się bardzo problematyczne. Jednym z kroków zaradczych była, wzmiankowana już modernizacja starych jednostek z rakietami o starcie nawodnym do standardu 675MU/MK i 675MKW, po której paradoksalnie stały się one bardziej skuteczne niż, znacznie w końcu nowocześniejsze, jednostki 670 i 670M. Było to jednak rozwiązanie tylko tymczasowe i nieefektywne w realiach ewentualnej wojny i planowanego wprowadzenia do uzbrojenia amerykańskich lotniskowców myśliwców F-111 (ostatecznie F-14) wyposażonych w system radiolokacyjny A WG-9 i uzbrojonych w system rakietowy dalekiego zasięgu Phoenix, zdolnych do wykrywania (niezależnie od wysokości lotu) i niszczenia, nie tylko samolotów, ale i pocisków przeciwokrętowych. Konieczne było posiadanie okrętów, których system uzbrojenia łączyłby najlepsze cechy obu dotychczasowych gałęzi rozwojowych, a więc duży zasięg ze skrytością podwodnego startu. Dodatkowo nowy pocisk musiał cechować się większą prędkością, aby do minimum zmniejszyć możliwości reakcji systemu przeciwrakietowego przeciwnika, przy zachowaniu autonomiczności układu naprowadzania. Opracowano też nową koncepcję zastosowania uderzeniowych okrętów podwodnych (ten termin pojawił się w ZSRS na początku lat 70.), zakładającą użycie okrętu tylko jako platformy do przenoszenia i odpalania maksymalnej ilości pocisków, a nie jako środka wykrywania celów i naprowadzania rakiet. Obserwacja i naprowadzanie miały być realizowane nowymi, przede wszystkim kosmicznymi środkami i być wspólne dla kilku systemów uzbrojenia przeciwokrętowego dalekiego zasięgu, bazujących tak na okrętach podwodnych, jak i nawodnych. Miano się oprzeć na wypróbowanej wcześniej na pociskach P-6 i Bazalt koncepcji kompleksu rozpoznawczo-uderzeniowego, ale w znacznie bardziej rozbudowanej skali.

Pierwsze prace nad nowym pociskiem o zasięgu operacyjnym, oznaczonym Granit oraz jego nosicielami rozpoczęto odpowiednio w OKB-52 Czełomieja oraz CKB M T Rubin i CKB Lazurit jeszcze w 1967 r. Wymagania taktyczno-techniczne dla nich zostały oficjalnie sprecyzowane w 1969 r. Nowy pocisk wychodził z układu Bazalta i, podobnie jak on, miał stanowić uzbrojenie jednostek nawodnych i podwodnych. W przypadku tych ostatnich miał być odpalany, tak spod wody, jak i w położeniu nawodnym. Zasięg pocisku miał być podobny do Bazalta - około 550 km, podobna miała być też prędkość maksymalna na dużej wysokości. Nowością miał być autonomiczny układ samonaprowadzania pocisku, nie wymagający wprowadzania jakichkolwiek korekt po odpaleniu (zasada "odpal i zapomnij). W pierwszej fazie lotu pociskiem kierował system inercyjny z okresowo włączanym radiowysokościomierzem, według koordynat wprowadzonych do komputera przez systemy nosiciela, potem kierowanie przejmował kombinowany aktywno-pasywny układ radiolokacyjnego samonaprowadzania, wysoce odporny na zakłócenia, prawdopodobnie uzupełniała go termiczna głowica samonaprowadzająca. Sercem układu naprowadzania był trzyprocesorowy komputer cyfrowy. Zachowano zastosowaną w Bazalcie zasadę współdziałania pocisków salwy liczącej do 8 rakiet (inne źródła mówią, że taka salwa mogła liczyć nawet 24 rakiety), w której jedna leciała inną trajektorią (na dużej wysokości, pozostałe tuż nad falami), prowadząc poszukiwanie celów. Po ich wykryciu i sklasyfikowaniu, rakieta-dowódca przesyłała informację kodowanym łączem radiowym o ich koordynatach i dokonywała rozdziału zwalczanych celów (klasyfikacja na podstawie analizy obrazu radiolokacyjnego i emisji elektromagnetycznej, łącznie ze zsyntetyzowaniem sylwetki celu i porównaniem ze znajdującymi się w banku pamięci) do lecących, nadal z zachowaniem reżimu ciszy radiowej, pozostałych pocisków. W wypadku zniszczenia rakiety-dowódcy, jej miejsce zajmowała kolejna rakieta salwy. Taki tryb ataku jest najbardziej racjonalny, gdy informacje o celu nie są dokładne lub ostatnio uaktualniane były stosunkowo dawno. Oczywiście, możliwy jest też lot całej grupy pocisków na małej wysokości i włączenie aktywnych USN dopiero na ostatnim odcinku lotu - taki wariant wykorzystuje się gdy koordynaty i parametry ruchu celu są bardzo dokładne. Profil lotu mógł być zmienny (wysoki - niski) i bardzo elastyczny (zmienny podczas ataku), dostosowywany do sytuacji i odległości od celu. W fazie ataku trajektoria lotu każdej rakiety mogła być inna. Możliwe jest wykonywanie różnorodnych manewrów obronnych, mylenie głowic przeciwrakiet za pomocą pokładowej aparatury WRE. Sama rakieta ma także - podobnie jak Bazalt - opancerzenie zmniejszające jej wrażliwość na uszkodzenia bojowe.

Pocisk 3M-45 Granit napędzany jest silnikiem turboodrzutowym KR-93 z centralnym wlotem powietrza, silnik startowy na stały materiał Pędny znajduje się w dyszy silnika marszowego. Wlot powietrza do silnika zakryty jest w czasie startu osłoną odpadającą po wyjściu rakiety z wody. W przeciwieństwie do pocisków rodziny P-5/P-6/P-500, które miały skrzydła skośne, posiada skrzydła w układzie delta. Głowica bojowa może być konwencjonalna (kumulacyjno-burząca, paliwowo-powietrzna) o masie 750 kg lub jądrowa o sile 500 kT. Zasięg maksymalny wynosi 550 km, maksymalna prędkość lotu na dużej wysokości sięga Ma=2,5, przelotowa i maksymalna na małej wysokości wynosi ok.Ma=1,7. Minimalna odległość od celu wynosi 20 km. Odpalenie rakiet mogło nastąpić na głębokości maks. rzędu 30-50 metrów.

Zadania postawione przed konstruktorami rakiety i układu naprowadzania zostały spełnione, niemniej okupione zostało to dużym kosztem. Sama rakieta, choć gabarytowo podobna do Bazalta, ważyła o dwie tony więcej. Przy 24 rakietach zabieranych przez okręt daje to około 170 ton - ma to konsekwencje w konstrukcji nosiciela. Także cena pocisku zbliżała się do tej, jaką trzeba było zapłacić za samolot myśliwski, ale wówczas w ZSRS nikt w takiej sytuacji nie patrzył na pieniądze. Za to, w połączeniu z ostatecznie dopracowanym systemem kosmicznego wskazywania celów, uzyskano niezwykle skuteczny system uzbrojenia.

Pierwsze próby rakiet w locie przeprowadzono w listopadzie 1975 r., próby państwowe rozpoczęto w 1979 r., ale ostatecznie przyjęto go do uzbrojenia dopiero w sierpniu 1983 r., choć na okrętach - krążowniku Kirow (proj. 1144) oraz K-525 (proj. 949) - Granit pojawił się w roku 1980.

Jak już wspomniałem koordynaty celów i parametry ich ruchu są wprowadzane do komputera pocisku z okrętowego systemu kierowania strzelaniem rakietowym. Z kolei nosiciel informacje o celach mógł zdobyć w trojaki sposób. Pierwsza, najprostsza metoda, to wykrycie celu za pomocą pokładowego kompleksu hydrolokacyjnego, który odpowiadał swą konfiguracją zastosowanej na wielozadaniowych okrętach podwodnych III generacji (proj. 945,971). Zasięg wykrycia dużego celu nawodnego mógł przekroczyć nawet 300 km, ale zależał w dużym stopniu od hydrologii akwenu, parametrów ruchu okrętu podwodnego itp. Druga metoda to wykorzystanie danych z wypróbowanego, lotniczego systemu rozpoznawczego Uspiech-U, ale ten był z roku na rok coraz bardziej narażony na przeciwdziałanie ze strony lotnictwa przeciwnika i zakłócenia. Odbiór danych mógł w tym przypadku, a także pozyskiwania danych z systemu satelitarnego, nastąpić także gdy okręt znajdował się w zanurzeniu - na głębokości peryskopowej poprzez podnoszone anteny lub na głębokości 50-100 metrów (także pod lodem), za pomocą anten holowanych Zubatka. Trzecia i zasadnicza możliwość to pozyskanie informacji z morskiego, kosmicznego systemu rozpoznania i wskazywania celów (morskaja kosmiczieskaja sistiema razwiedki i cielieukazanija- MKRC-l) Liegienda. Koncepcja takiego systemu powstała już na przełomie lat 50. i 60., gdy jasne stało się, że tylko system satelitarny jest w stanie zapewnić pozahoryzontalne wskazywanie celów dla rakiet przeciwokrętowych o zasięgu operacyjnym, pokryć jednocześnie cały akwen Światowego Oceanu i działać niezależnie od warunków atmosferycznych i pogodowych. Prace nad takim systemem rozpoczęto na mocy decyzji rządu z marca 1961 r. w OKB-52 (W.N. Cziełomiej) i KB-1 (A.A. Raspletin). W 1969 r., gdy prace wyszły ze stadium koncepcyjnego, dokumentację konstrukcyjną przekazano do KB Arsenał, które podjęło się także zadania dalszego unowocześniania systemu.

W skład systemu wchodzić miały satelity rozpoznania radiolokacyjnego i radiotechnicznego, zabezpieczające obserwację powierzchni morza, posiadające precyzyjne układy orientacji przestrzennej oraz wydajne źródła energii; prosty, niezbyt kosztowny i bezawaryjny system wynoszenia satelitów obu typów na orbitę; system radiowego kierowania satelitami, pozwalający na określenie położenia ich orbit oraz ich prognozowania, a także przekazywania wszelkich komend; naziemnego systemu odbioru i przetwarzania informacji, a także system okrętowego odbioru informacji w czasie rzeczywistym, nie wymagający skierowania zapytania do satelity (nadawać miały one w systemie "wykrywam-przekazuje), jej obróbki i wprowadzania koordynat do kompleksu rakietowego.

Zasadniczą rolę w systemie odgrywają satelity. Podstawowy ich typ, oznaczony 17F16, wchodzący w skład podsystemu rozpoznania 17Kl14, służył do rozpoznania radiolokacyjnego, dysponuje w tym celu dwoma radarami obserwacji bocznej. Ze względu na niską orbitę (280 km, nachylenie 65 stopni) i wysoki pobór energii elektrycznej satelita został wyposażony w jądrowy zespół energetyczny. Masa satelity wynosiła 4300 kg, a do jego wynoszenia służyła rakieta nośna Ciklon-2.

Drugi typ satelity służył do rozpoznania radiotechnicznego wszelkich morskich źródeł fal elektromagnetycznych. Źródłem energii dla systemów rozpoznania i transmisji danych były baterie słoneczne. Masa satelity wynosiła 3300 kg, wysokość orbity 420 km, nachylenie orbity 65 stopni. Nosicielem obiektu także była rakieta Ciklon-2.

Pierwsze próby w locie satelity 17F16 rozpoczęto 27 grudnia 1973 r., wraz z wystrzeleniem satelity Kosmos-626, zaś satelity rozpoznania radiotechnicznego Kosmos699, prawie dokładnie po roku - 24 grudnia 1974 r. Satelity rozpoznania radiolokacyjnego przyjęto do uzbrojenia w 1975 r., a cały system MKRC-l Liegienda w 1978 r. System był systematycznie modyfikowany, głównie poprzez zastosowaniu nowej bazy elementowej (układów scalonych zamiast mikromodułów) oraz prace związane ze zwiększeniem długotrwałości pracy na orbicie (zwiększono ją od 5 do 10 razy), jak również bezpieczeństwa eksploatacji jądrowych źródeł energii (system wynoszący zużyty moduł napędowy na wyższą orbitę). Szczegóły do dziś objęte są tajemnicą, wiadomo jednak, że 27 lutego 1986 r. (Kosmos-l735) wystrzelono po raz pierwszy nowy typ satelity rozpoznania radiotechnicznego, a 12 grudnia 1987 r. (Kosmos-1900) satelity rozpoznania radiolokacyjnego.

W ramach Liegiendy wprowadzono na orbitę ponad 70 satelitów kilku modyfikacji.

Jeśli chodzi o nosiciel rakiet pierwsze studia CKB Lazurit, współpracującego ze śródlądową stocznią Krasnoje Sormowo w Gorki, przewidywały zmodyfikowanie do przenoszenia Granitów jednostki proj. 670M. W 1968 r. skierowano się jednak ku koncepcji nowej, większej jednostki, przenoszącej 16-20 rakiet i uzbrojonej dodatkowo w 4 wt 533 mm. Prędkość wynosić miała 30 węzłów, głębokość zanurzenia 400 m, a wyposażenie miało składać się min. z kompleksu hydrolokacyjnego Skat-M oraz systemu odbioru informacji satelitarnej Kasatka-B. Po rozpatrzeniu siedmiu wariantów projektu wstępnego okazało się jednak, że okręt musiałby mieć wyporność znacznie przekraczającą możliwości transportu rzecznego, niezbędnego w przypadku budowy okrętów w Gorki, i całość dokumentacji przekazano leningradzkiemu CKB M T Rubin, w którym wcześniej zaprojektowano min. okręty projektu 675. W grudniu 1969 r. wydane zostały ostateczne założenia taktyczno-techniczne i projektowanie okrętu ruszyło pełną parą. Budowa okrętów została usankcjonowana w dwóch kolejnych, 10-letnich programach wojennego budownictwa okrętowego na lat 70. i 80., przyjętych uchwałami KC KPZS i RM ZSRS odpowiednio 1 września 1969 r. i 26 marca 1980 r. Głównym jego konstruktorem został P.P. Pustyncew, a po jego śmierci w 1977 r. te obowiązki przejął I.L. Baranow. Jednostce przydzielono numer projektu 949 i tożsamy z systemem rakietowym kryptonim - Granit.

W konstrukcji okrętu przyjęto wzmiankowaną już koncepcję pływającej baterii, poza systemem hydrolokacyjnym i standardowym radarem, na okręcie nie przewidywano innych środków wykrywania celów. Za to rozbudowano środki łączności, umożliwiające także odbiór informacji z lotniczych i kosmicznych systemów rozpoznawczych oraz urządzenia nawigacyjne i przetwarzania danych. Układ konstrukcyjny, wyraźnie inspirowany najszybszym okrętem podwodnym świata, a jednocześnie nosicielem rakiet manewrujących Ametyst- proj. 661 Anczar (ozn. zach. Papa) podporządkowano rozmieszczeniu uzbrojenia rakietowego. Najlepszym okazało się rozwiązanie ulokowania wyrzutni rakiet na zewnątrz kadłuba sztywnego, nachylonych pod kątem 40 0, aby nie zwiększać zbytnio wysokości kadłuba. Rozmiary samych wyrzutni i chęć zastosowania standardowych sekcji kadłuba oraz urządzeń napędowych, zunifikowanych dla budowanych w Stoczni nr 402 w Siewierodwińsku atomowych okrętów podwodnych III generacji, sprawiły, że okręt stał się bardzo szeroki - 18,2 metra, a więc szerszy od amerykańskich nosicieli rakiet balistycznych typu Ohio i niewiele szerszy od ciężkich krążowników podwodnych typu Akuła (proj. 941). Przestrzeń pomiędzy kadłubem sztywnym a lekkim w rejonie baterii rakietowej sięga 4 metrów po każdej stronie! Konieczność zapewnienia potężnemu okrętowi prędkości podwodnej większej niż ta, z którą porusza się zespół uderzeniowy, wymogła zastosowanie układu napędowego z dwoma reaktorami i dwoma turbinami o mocy niemall00 000 KM. Chęć zapewnienia jak największej odporności na uszkodzenia spowodowała, że wszystkie zasadnicze elementy układu napędowego rozlokowano w czterech odrębnych przedziałach. W zasadniczy sposób wpłynęło to na długość okrętu. Stąd imponujące są rozmiary jednostki, porównywalne tylko z okrętami przenoszącymi rakiety balistyczne. Wyporność podwodna osiągnęła ponad 22500 ton (proj. 949).

W planach znajdowała się budowa 20 okrętów typu Granit. Przewidywano, że w czasie pokoju każdemu amerykańskiemu lotniskowcowi floty (a miało ich być w linii ok.10) towarzyszyć będzie jeden okręt podwodny z rakietami manewrującymi nowego typu. Reszta jednostek przebywać miała w bazach, na remontach etc. W przypadku rozpoczęcia działań wojennych siły miały zostać podwojone.

Stępkę pod pierwszą jednostkę - atomowy krążownik rakietowy 1 rangi (a więc klasyfikowany tak samo jak okręty podwodne z rakietami balistycznymi rodziny proj. 667) K-525, położono w 1978 r. w jednej z hal siewierodwińskiej stoczni nr 402. Został on przejęty 30 grudnia 1980 r. i wszedł - po cyklu prób - do służby we Flocie Północnej 2 października 1981 r.

Według projektu 949/Granit (ozn. zach. Oscar I) zbudowano tylko dwa okręty, prototypowy K-525 i K-206, który do służby wszedł w 1983 r. Obie jednostki łatwo od siebie odróżnić, K-525 posiada węższy statecznik ze sterem kierunku, zaś K-206 na szczycie szerokiej płetwy steru kierunku posiada prowadnicę anteny infradźwiękowego sonaru linearnego, której brak na prototypie. Oba okręty weszły w skład Floty Północnej.

Doświadczenia ich eksploatacji sprawiły, że do pierwotnego projektu wniesiono modyfikacje i kolejne okręty budowano według projektu 949A (ozn. zach. Oscar-II), oznaczonego kryptonimem Antiej. Po kilkuletniej przerwie, w 1987 r. wcielono do służby pierwszy okręt zmodyfikowanego projektu - K-148. Z zewnątrz najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest zwiększenie długości kadłuba jednostki o 11 m, za kioskiem, a co za tym idzie także wyporności o ok.1500 ton. Przyczyna tych zmian nie jest jasna, niektórzy eksperci wiązali to z modyfikacją układu napędowego, inni z ewentualnym przystosowaniem do potencjalnego przezbrojenia w rakiety manewrujące 3M-25 systemu Meteorit-M. Oficjalne źródła rosyjskie mówią o wzbogaceniu wyposażenia elektronicznego jednostki i racjonalizacji podziału wnętrza, a także podjęcie kolejnych kroków w zakresie wyciszenia mechanizmów okrętowych. Nie można jednak rzeczywiście wykluczyć ewentualności chęci zastosowania na okrętach projektu 949A, nowego, nie ujawnionego dotychczas systemu rakietowego, jednak nie tłumaczyłoby to zwiększenia wymiarów jednostki, w każdym razie konfiguracja strefy wyrzutni i układ pokryw po bokach kiosku jest taki sam na obu modyfikacjach.

Budowa okrętów proj. 949A była, mimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej, kontynuowana. Mniej więcej co rok do służby wchodził jeden okręt, do opóźnień doszło dopiero w drugiej połowie lat 90. Niemal wykończony K-329 wciąż znajduje się w stoczni. Niemniej ostatnie informacje mówią, że ma on szanse wejść w skład floty na przełomie 2000/2001 r. Z pewnością utrata Kurska spowoduje zintensyfikowanie prac.

Dodatkowe materiały:
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Okr%C4%99ty_podwodne_projektu_949
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Okr%C4%99ty_podwodne_projektu_949A
Emanuel mar. Śmigło
Locked

Return to “Książęca Marynarka Wojenna”